|Prace  |Książki  |Nowości   | O Artyście 
 
Miejsca i Rzeczy (Places and Things) 

Ten cykl składa się z 54 fotografii, stworzonych w roku 1984 w Polsce, w Warszawie, oraz w moim rodzinnym Ursusie. Było to moje pierwsze kompletne i prezentowane publicznie portfolio.

Ursus, w którym się wychowałem i mieszkałem aż do wyjazdu do Kanady, małe miasteczko przy wielkiej fabryce traktorów, stał się dzielnicą Warszawy w 1977 roku, lecz długo zachował atmosferę peryferii. Socjalistyczna rzeczywistość tamtych lat uczyniła go bardzo malowniczym miejscem.

Zdobycie jakichkolwiek materiałów fotograficznych, czy też książek i magazynów o fotografii w Polsce lat 80-ych graniczyło niemalże z cudem. Ilekroć wpadło nam w ręce cokolwiek ciekawego, natychmiast to reprodukowaliśmy i dzieliśmy się z innymi entuzjastami. To było trochę jak działalność podziemna, bo przecież większość publikacji fotograficznych pochodziła z Zachodu. Dziś wydaje mi się, że to częściowo dzięki ograniczeniom, z tak wielkim zapałem uczyłem się historii fotografii i studiowałem współczesną twórczość.wo
Cykl Miejsca i Rzeczy powstał jako wyraz tego, czego nauczyłem się w owym okresie o tak zwanej “Czystej Fotografii” Ideologia Grupy f64 wywarła na mnie ogromne wrażenie. Szczególnie pociągało mnie założenie, że “ Aparat fotograficzny widzi świat wyraźniej niż ludzkie oko, ponieważ nie przenosi na obiekt osobistych uprzedzeń". “ Aparat fotograficzny powienien być używany do dokumentowania życia, wiernego odtwarzania natury i esencji rzeczy, czy jest to lśniąca stal, czy drżące ciało", to zdanie Edwarda Westona stało się moją bardzo ważną dewizą. Wydaje mi się, ze to czego nauczyłem się wówczas, stworzyło fundamenty mojej twórczości aż po dzień dzisiejszy.
Zdjęcia z tego cyklu zostały wykonane NRDowskim Pentaconem Six TL, formatu 2 1/4, oraz lustrzanką dwuobiektywową Yashica 635. Po prostu spacerowałem po mieście i kierowałem się intuicją wybierając obiekty. Co było dla mnie ważne, to sfotografować daną rzecz czy miejsce w jak najbardziej obiektywny sposób, jako formę samą w sobie. Patrząc dziś na te zdjęcia, myslę o słowach Rolanda Bathesa, że fotografia nie jest właściwie przedstawieniem tego co “istnieje”, a raczej tego co “przestało istnieć”.