|Prace  |Książki  |Nowości   | O Artyście 
 
Lisbon - Moscow 

Lisbon-Moscow przedstawia 25 wiosek i miasteczek w Ontario nazwanych po znanych miastach europejskich. Fotografie zostały wykonane aparatem średniego formatu, na kolorowych negatywach. Pracowałem nad tym cyklem przez ponad rok, w 2013 po wiosnę 2014.

Zawsze fascynowały mnie europejskie nazwy północnoamerykańskich miejscowości. Pochodzę z Europy i nazwy takie jak Warszawa, Paryż czy Wiedeń są dla mnie pełne znaczenia. Kiedy je słyszę, myślę o historii tych miejsc, ich kulturze, książkach i filmach, których akcja tam się rozgrywa, sławnych ludziach stamtąd pochodzących, sławnych budynkach o zabytkach itd. Nazwa każdego miejsca wiąże się z legendą. Dla Europejczyka to raczej dziwne znaleźć w Kanadzie małe wioski zwane Lizboną czy Moskwą. Daje to pole do interesujących porównań i pytań. (Zdjęcie powyżej: Paris)

Uderzający jest fakt, że te północnoamerykańskie Warszawy i Warny nie mają zbyt wiele wspólnego z miejscami, po których odziedziczyły nazwy. Weźmy na przykład pochodzenie owych nazw. Warszawa została nazwana po miejscu pochodzenia lokalnego pocztowca: Warsaw, New York. Paryż zawdzięcza swe miano znalezieniu w pobliżu pokładów gipsu tynkowego (Paris gypsum). Odessę nazwano dla uczczenia zwycięskiej brytyjskiej bitwy w wojnie krymskiej, a Moskwę na pamiątkę rosyjskiej klęski Napoleona. Cóż, przynajmniej Ateny mianowano poniekąd w związku z 'oryginałem'. Pomysłodawca pragnął, aby mieszkańcy miasteczka byli światli jak mieszkańcy starozytnych Aten. Oczywiście również angielskie, szkockie i irlandzkie nazwy prawdopodobnie zostały wybrane przez osadników pochodzących z tych krajów, bo przypominały im o ojczyźnie. Jednak w większości przypadków, mieszkańcy nie wiedzieli za wiele o starych miastach, których nazwy zostały wypożyczone dla ich miejscowości. .I nadal nie wiedzą.Właściwie to zadziwiające jak wielu spośród mieszkańców tych wiosek, nie ma pojęcia o istnieniu 'starej' Warny, Werony czy Odessy. Tylko w Paryżu jest parę Wieży Eiffela, oczywiście. W Paryżach zawsze są wieże Eiffela, w Stanach też. (Zdęcie poniżej: aparat Linhof)

Lecz projekt ten nie opowiada tak naprawdę o nazwach miejsc. Nazwy służą jedynie jako odskocznia dla wyobraźni, pretekst dla konfrontacji Starego i Nowego Świata. Ten cykl opowiada o Ameryce Północnej. Ponieważ mieszkam w Ontario, udokumentowałem jak wygląda większość zamieszkałej części Ontario, jeśli chodzi o wsie i małe miasteczka, jaka jest ich estetyka, ich duch, ich wartości. Ale mógłbym zrobić te zdjęcia gdziekolwiek w Kanadzie lub Stanach Zjednoczonych i wyglądałyby podobnie. Patrzę na ten temat na wpół z zewnątrz, an wpół od środka, jako że pochodzę z Europy, lecz spędziłem w Ontario ponad połowę życia. Czasem zastanawiam się czy jestem Polakiem czy Kanadyjczykiem, a może Kanadyjskim Polakiem, a może nikim z nich. Pracując na Lisbon-Moscow, próbowałem być sprawiedliwy dla mojej przybranej ojczyzny. Próbowałem zachować równowagę, nie wyszukiwać jedynie brzydkich albo śmiesznych widoków, lecz nie szukałem także ślicznych pocztówek. Wybór miejsc o europejskich nazwach pomógł mi skupić się na tym co jest tutaj wyjatkowe, co odróżnia Amerykę Północną od Europy.

Na przykład, podczas gdy Europa jest mała i gęsto zaludniona i ludzie muszą uważać jak używają ograniczonej przestrzeni, którą dysponują, ten nowy ląd jest ogromny i pusty. Jest dość miejsca na wszystko, czego dusza zapragnie. To bardzo ciekawe jak ta nieograniczoność przestrzeni wpływa na tutejszą architekturę i planowanie.Właściwie trudno mówić o planowaniu. Wygląda na to, że po prostu stawia się budynki tam gdzie akurat są potrzebne, bez przejmowania się czy pasują tam pod względem wyglądu, rozmiaru czy znaczenia. Można zatem znaleźć pomnik bohaterów wojennych tuż obok obskurnego sklepiku, albo osiedle domków jednorodzinnych pośród rozległych pól, albo brzydkie nowoczesne domy pomiędzy zabytkami, albo stłoczone dwadzieścia różnych znaków z ostrzeżeniami i informacjami, zmiast jednej porządnej tablicy. To wiąże się z kolejnym ciekawym zagadnieniem, podjeściem do estetyki. Z jednej strony mamy tu ogromne, wypielęgnowane trawniki i niemało trwnikowych ozdóbek. Pomijając gust, mogłoby to służyć za dowód, że ludziom zależy jak wygląda ich otoczenie. Z drugiej strony, co i rusz widzi się lokalne sklepy czy przesiębiorstwa, które wyglądają, jak gdyby były od dawna zamknięte, popadły w ruinę, a na koniec padły ofiarą wandali, a jednak są to działające firmy, w oknie świeci znak "otwarte", a tablica na zewnątrz reklamuje aktualną promocję. Można też znaleźć rozmaite obiekty, oryginalnie dekoracyjne, lecz obecnie zniszczone czasem i pogodą i nigdy nie usunięte, albo wyblakłe czy zardzewiałe flagi narodowe na zardzewiałych masztach.Innym uderzającym szczegółem jest brak dbałości o historię. Na przykład widuje się historyczne budynki bezlitośnie zniszczone nowoczesnymi 'ulepszeniami'. Możnaby wymieniać bez końca: wszechobecne znaki 'Zakaz Wstępu', rządowe budynki z fałszywej cegły, wszystkie identyczne, specyficzny styl kompleksów handlowych - są tysiące rzeczy właściwych dla Ameryki Północnej w ogólności, a Ontario w szczególnosci, które uderzają przybysza z zewnątrz.

Trudno nie zadawać sobie pytania dlaczego wszystko tutaj jest takie inne. Dlaczego brak szacunku dla historii, czy dbałości o estetykę, dlaczego rzeczy wyglądają tak jak wyglądają. To co oglądamy teraz w Północnej Ameryce to efekt pomieszania wielu różnych kultur. Kazdy, kto osiedlił się tutaj w ciągu ostatnich kilkuset lat, przywiózł ze sobą coś ze swojej kultury, tradycji, podejścia do życia. Jak te rózne wpływy wymieszały się ze sobą, jak ze sobą konkurowały, jak doszło do ujednolicenia i co po drodze utracono - oto zagadnienia godne głębokiego rozważenia. Ja pragnąłem jedynie dodać moją skromną cegiełkę poprzez udokumentowanie efektów tego fascynującego eksperymentu kulturalnego widzianego okiem jednego z uczestników. (Powyżej: Andrzej Maciejewski w czasie pracy nad Lisbon - Moscow, autor zdjęcia Jarek Michalski)

Ksiązka Lisbon-Moscow zawierać będzie 103 zdjęcia, ostateczny wybór spośród około 700 fotografii, które wykonałem. Na stronę internetową wybrałem 48 z nich, natomiast wystawa będzie się składać z 60 zdjęć. Proszę zajrzeć na stronęNowości aby znaleźć informacje o nadchodzących wystawach. (Na zdjęciu: negatywy)