|Prace  |Książki  |Nowości   | O Artyście 
 
Long Swamp Road Collection 

Cykl ten składa się z 332 czarno-białych fotografii przypadkowych obiektów znalezionych wzdłuż Long Swamp Road w pobliżu Moscow, w Ontario. Na mojej stronie prezentuję 36 spośród nich.

Mam zwyczaj odbywać codziennie przynajmniej siedmiokilometrowy spacer. Kiedy mieszkałem w Moscow, w Ontario, spacerowałem wzdłuż Long Swamp Road, do końca drogi i z powrotem. Jest to typowa, szutrowa wiejska droga, która biegnie najpierw posród pól, a później przez bagna. Mój cykl zrodził się z inspiracji tymi spacerami i w ścisłym związku z nimi.
Pomiędzy 20 marca 2000 a 19 marca 2001, z każdego z moich spacerów przynosiłem jeden obiekt. W tym czasie przeszedłem około 2390 km i uzbierałem 332 przedmioty. Podzieliłem je na cztery kategorie: ‘naturalne’, ‘naturalne przekształcone przez człowieka’, ‘żyjące stworzenie’ i ‘produkt człowieka’. Nie miałem żadnego planu co będę zbierać ani jaki morał ma z tego wyniknąć. Po prostu zabierałem to co akurat wpadło mi w oko, przynosiłem do domu i fotografowałem na swojej werandzie. Jako oświetlenie służyło mi naturalne światło słoneczne oraz arkuszy odbijających lub rozpraszających światło. Używałem analogowego aparatu formatu 4x5 z filmem formatu 2 i 1/4, dzięki czemu miałem lepszą kontrolę nad głębią ostrości i perspektywą. Prowadziłem także pamiętnik, gdzie zapisywałem wydarzenia i refleksje z każdego spaceru. Poniżej można przeczytać jego fragmenty. Towarzyszą im zdjęcia z Long Swamp Road.


Fragmenty z pamiętnika Long Swamp Road Collection.

Dzień 146, 12 Sierpnia, 2000, gumowa rękawiczka, znaleziona na 6-ym kilometrze, o 8.30 rano
14°C, pochmurno, bezwietrznie
7.30-8.50 rano

Rano rozmawiałem z Gordem (sąsiadem) i dałem mu trochę buraków. Mówił, że nigdy nie widział raków w tej okolicy, zdziwił się, że tu żyją. Rozmyślałem dziś o fotografiach: okrągłych zdjęciach kwiatów i roślin na ciemnym tle. A także o Rumim, o byciu przeźroczystym, o czystym powietrzu wokół mnie. A także o braku opinii i recepty na życie. I o byciu dzięki temu wszystkiemu spełnionym, spokojnym i szczęśliwym. W kółko i w kółko grała mi w głowie muzyka z Pie Jesu, z Requiem Faurego. O



Dzień 190, 25 września, 2000, dziki kwiat, znaleziony na 8-ym kilometrze, o 9.30 rano
0-5°C, słonecznie, bezwietrznie
7.55-9.35 rano

Rano było jak na wojnie. Wygląda na to, ze zaczął się sezon polowań, bo wszędzie naokoło słychać wystrzały. Zimno. Nagrywam sporo dźwięków, ale za bardzo mnie to absorbuje. Nie za bardzo mi się to podoba. Wypróbowuję nową cyfrową nagrywarkę. Prawie nie zwracałem uwagi na nic innego przez cały spacer. Na moście widziałem trzy pick-upy. Najwyraźniej chłopaki polują gdzieś w dole rzeki. Gmina remontuje drogę. Ustawili znaki ostrzegawcze i wybierają kamienie i piasek. Myślę, że poczekam trochę z projektem “Pełny cykl” i zacznę niedługo “Moscow-Paris”. Złożę aplikację do Canada Council w marcu. Mam dość jasną wizję tego projektu. Nic mi dziś nie grało w głowie i myslałem tylko o nagrywaniu dźwięków.



Dzień 224, 29 października, 2000, uschnięta roślinka, znaleziona na 4 kilometrze o 8.10 rano
-5°C, słonecznie, lekki wietrzyk
7.20-8.45 rano

Zmiana czasu na zimowy. To znaczy, że słońce będzie wschodzić już około 6.30. Dobrze. Będę wcześniej wstawał. Dziś myslałem o swoich korzeniach. Babciach, dziadkach, prababciach i pradziadkach. Wczoraj wieczorem rozmawiałem z moją Mamą. Ostatnio lubi sobie pogawędzić, a ja bardzo lubię słuchać. Powinienem to też nagrywać. Słuchanie tego przynosi mi poczucie spokoju, przynależności, przyczyny i kontynuacji. Powinienem chyba odtworzyć swoje drzewo genealogiczne.Coś śpiewało w mojej głowie, ale nie pamiętam tytułu.



Dzień 292, 5 stycznia, 2001, pusta puszka, znaleziona na 7-ym kilometrze, o 10.15 rano
-4°C, silny wiatr, śnieg pada poziomo
9.05-10.35 am

Wieje i pada śnieg i podoba mi się to. Patrzę prosto pod nogi i nic nie widzę prócz bieli i bieli. Równy krok, z pewną dozą wysiłku, każdy krok ważny. Jak gdybym był w jakims hipnotycznym transie. Wiatr gwiżdże, a śnieg tnie po oczach. Wieje mocno i robią się zaspy. Dobra, porządna zima. Myślałem o najnowszym projekcie, robieniu zdjęć z samochodu. Nowy, podniecający projekt. Ciekaw jestem czy wytrzyma próbę czasu. Myślałem też o małych udoskonaleniach w mojej ciemni. W mojej głowie śpiewało Radio Tarifa. Dobrze!



Dzień 365, 19 marca, 2001, korzenie, znalezione na 5-ym kilometrze o 2.20 popołudniu
7° C, słonecznie, bezwietrznie
1.10-2.50 popołudniu

Dziś cały dzień upłynął mi pod znakiem LSR Collection. Rano sfotografowałem różne pozostałości z poprzednich dni. Słońce świeciło wspaniale. Potem poszedłem na spacer. Jakaż piękna, wiosenna pogoda. Mnóstwo błota. Zapomniałem o Burku i nie mogłem się go dowołać. Spał za domem. W końcu mnie usłyszał i poszedł ze mną. Na drodze jest pełno błota, ale woda już opada i nie jest tak bardzo trudno się przedostać. Myślałem trochę o kolekcji i o tym, że oto minął rok i jest gotowa. Od razu czuję się uwolniony, gotów na inne projekty. Wiem, że przedtem miałem za dużo na głowie, żeby zaczynać coś nowego. Popołudniu sfotografowałem starą oponę i wycieraczkę, które pozostały z listopada. Sfotografowałem wszystko, co zostało i zmieściło sie dokładnie na trzech rolkach filmu. Wieczorem je wywołałem. Zatem, w ostatnim dniu projektu, skończyłem wszystko. Teraz ciemnia i wysyłanie propozycji do galerii. Rok temu, gdy zaczynałem ten projekt, nie wiedziałem dlaczego. To było po prostu zbieranie czegoś każdego dnia. Teraz, kiedy skończyłem, nie żałuję, że go zrobiłem. Ten projekt ma wiele różnych aspektów i cieszę się z tego. Jest taki jakby “nie mój”. Tak czy inaczej, zawsze lubiłem fotografie przedmiotów, a nigdy nie mogłem znaleźć pretekstu, żeby zrobić coś takiego. Przedmiot sam w sobie, odtworzony prosto i uczciwie. Ze wszystkimi szczegółami, zakrętasami i liniami prostymi. Wygląd, ale także fakt istnienia tego zwyczajnego przedmiotu. W tym projekcie jest także coś o czystej przypadkowości wyboru tak różnych przedmiotów. I w jakiś sposób łączą się one w całość, tylko dlatego, że je podniosłem i że wszystkie pochodzą z pobocza tej samej drogi. Poza tym, są tak przypadkowe. W końcu ten projekt jest też jak pamiętnik jednego roku z mojego życia. Mnóstwo kroków, mnóstwo kilometrów(około 3,000), mnóstwo dni. Każde zdjęcie jak kolejny krok. Zastanawiam się, czy zrobię z tego wystawę.